Z całą pewnością Polacy nie są orłami ekonomii. Ministerstwo finansów chciałoby to zmienić i dlatego chce wprowadzić do szkół nowy, obowiązkowy przedmiot Finanse i ekonomia. Nie byłaby to jednak kalka z Podstaw przedsiębiorczości, która już teraz jest w programie szkół ponadgimnazjalnych, ale praktyczna nauka o tym wszystkim, z czym się musimy spotkać w dorosłym życiu.

Leszek Skiba, wiceminister finansów powiedział, że to ta skromna wiedza ekonomiczna sprawia, że niejednokrotnie topimy nasze pieniądze w różnych szemranych przedsięwzięciach. O oszczędnościach życia straconych na rynku forex, polisolokatach czy w piramidach finansowych typu Amber Gold słyszymy coraz częściej. Resort finansów chce temu przeciwdziałać i dlatego proponuje, żeby do szkół wprowadzić nowy, obowiązkowy przedmiot - Finanse i ekonomia.

Leszek Skiba, wiceminister finansów powiedział, że to ta skromna wiedza ekonomiczna sprawia, że niejednokrotnie topimy nasze pieniądze w różnych szemranych przedsięwzięciach. O oszczędnościach życia straconych na rynku forex, polisolokatach czy w piramidach finansowych typu Amber Gold słyszymy coraz częściej. Resort finansów chce temu przeciwdziałać i dlatego proponuje, żeby do szkół wprowadzić nowy, obowiązkowy przedmiot - Finanse i ekonomia.

Miałby on obejmować zagadnienia związane z podatkami, bankowością, emeryturami czy domowym budżetem. Pomysłodawcy zakładają, że wprawdzie nie każdy uczeń zostanie przedsiębiorcą, ale każdy będzie miał do czynienia z podatkami, instytucjami finansowymi i planowaniem wydatków w dorosłym życiu. I tego właśnie ma się nauczyć w szkole. Eksperci od dawna alarmują, że wiedza ekonomiczna przeraża nas do tego stopnia, że połowa Polaków nie potrafi samodzielnie wypełnić rocznego zeznania podatkowego. Aż 48% z nas zatrudnia do tego księgową, kogoś z rodziny albo znajomych- wynika z danych opublikowanych przez firmę KPMG. Pomocy w tym zakresie nie potrzebuje tylko 39% z nas.

Ale nie chodzi tylko o PIT lecz, a może nawet przede wszystkim, o różne przekręty finansowe, na których można stracić oszczędności całego życia. Żeby tego uniknąć najlepiej hołdować naczelnej zasadzie inwestorów, która mówi o "niewkładaniu wszystkich jajek do jednego koszyka". Tylko skąd Polacy mają o tym wiedzieć, skoro na samą myśl o ekonomii i finansach dostają gęsiej skórki. OECD zbadało nie tylko wiedzę, ale również zachowania ekonomiczne mieszkańców państw członkowskich i ich podejście do ekonomii. Polska w tym badaniu wypada najgorzej. Znacznie lepiej jest w Tajlandii, na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, Jordanii czy Albanii.

Respondentów pytano np. o to, czy przed zakupami zastanawiają się, czy ich na nie stać. Dla Polaków to nie jest takie oczywiste, bo twierdząco odpowiedziało tylko 55% ankietowanych, połowa z nas przyznała, że w ogóle nie kontroluje swoich wydatków, a dwie trzecie nie zakłada sobie żadnych finansowych celów. Tylko w terminowym płaceniu rachunków jesteśmy dość dobrzy. Częściej spóźniają się z tym obowiązkiem w Chorwacji, Malezji i RPA.