Piątkowa sesja Rady Miasta w Żaganiu przejdzie chyba do historii. Przewodniczący Komisji Budżetu i Finansów Bartłomiej Woś ujawnił na niej kulisy nieczystych działań, jakich mogły dopuszczać się osoby z samych szczytów lokalnej polityki.

W wystąpieniu na sesji Przewodniczący Woś postanowił dać czytelny odpór niegodnym praktykom zastraszania i przekupowania radnych miejskich. Zwrócił się bezpośrednio do radnego Stanisława Kucaba z pytaniem, czy to prawda, że groził Ewie Adamczyk-Bryszewskiej wyrzuceniem z pracy jej męża przez Starostę, jeśli tylko nie zgodzi się przejść do opozycji w Radzie Miasta.

"Chciałbym, żebyś Staszku powiedział nam na temat odwiedzin, jakie złożyłeś naszej koleżance Ewie Adamczyk-Bryszewskiej. Czy chciałeś lub sugerowałeś, by opuściła koalicję i przystąpiła do osób nam opozycyjnych? Czy sugerowałeś, że jeśli nie przystąpi to jej mąż zostanie zwolniony z pracy przez Starostę?" - pytał wyraźnie poruszony całą sytuacją radny Woś.

Na koniec radny jasno przekazał, jaki jest jego stosunek do tego typu praktyk. "Dla mnie to jest po prostu gangsterka" - skonstatował.


Zacznijmy od początku. Od kilku miesięcy w wielu miejscach Żagania dało się słyszeć głosy, że w sprawy miasta stara się niebezpiecznie ingerować ktoś z zewnątrz. Regionalne media coraz częściej donosiły o nasilających się próbach wpływania na sytuację w samorządzie miejskim przez Starostę Powiatu.

Jak mówi nam anonimowo jeden z radnych powiatowych: "Henryk Janowicz wydaje się nie móc pogodzić z ograniczeniem swojej władzy tylko do spraw powiatowych. Swoje polityczne imperium chciałby pewnie rozciągnąć także na największe miasto powiatu - Żagań. Przeszkodą w dojściu do upragnionego celu był jednak Burmistrz miasta Daniel Marchewka, który nie chciał dać się sprowadzić do roli figuranta, a samego Żagania oddać w ręce peeselowskiego barona z Jelenina."

Jak wynika z naszego dziennikarskiego śledztwa, wtedy właśnie zaczęły się tarcia, zakulisowe gry, przeciąganie liny. "To rzecz normalna w polityce - można by rzec i przejść nad tym do porządku dziennego. Jednak niestety okazało się, że są ludzie, którzy w walce o władzę nie cofną się przed niczym" - mówi nam jeden z doświadczonych samorządowców, który pracował kiedyś ze starostą w jednej radzie.

Obraz, jaki wyjawia się z opowieści osób obserwujących całe to ponure widowisko, to intrygi, donosy, przekupowanie, zastraszanie, zwalnianie z pracy. Zgodnie z ich relacjami, "cały ten repertuar podłych zachowań wielu osób służyć miał jednemu: rozpadowi koalicji w Radzie Miasta. Chciano dokonać przewrotu w Radzie, by potem używać jej jako oręża w politycznej batalii: do blokowania wszelkich decyzji, wyprowadzania miejskich środków do budżetu powiatu, spowodowanie klinczu decyzyjnego, generowania chaosu".

Cała operacja się jednak najwyraźniej nie powiodła, a nieczyste manewry zaczynają wychodzić na jaw. Jako pierwsza o sprawie politycznej korupcji i zastraszania radnych zdecydowała się opowiedzieć Przewodnicząca Rady Miasta Wanda Winczaruk. W ubiegłym tygodniu na swoim blogu zamieściła pewną opowiastkę o złym królu. Dla osób znających nasz samorząd, jej wymowa była aż nazbyt oczywista.

Opisywała sprawę, o której w żagańskiej polityce aż huczy: Ewa Adamczyk-Bryszewska miała być najpierw przekupowana, a następnie zastraszana przez ludzi związanych z Henrykiem Janowiczem.


Jako emisariusz złej sprawy wysłany został jej kolega z Rady Miasta Stanisław Kucab, który parę tygodni temu zmienił front: przeszedł z koalicji do opozycji. Jeśli wierzyć relacjom naszych informatorów, zbiegło się to w czasie z objęciem przez niego stanowiska w Starostwie - rządzonym przez Henryka Janowicza.

Ewa Adamczyk Bryszewska miała otrzymać propozycję nie do odrzucenia: albo opuści koalicję w Radzie, albo jej mąż zostanie zwolniony (od wielu lat pracuje w strukturze Powiatu Żagańskiego).

Cała sprawa ujrzała światło dzienne podczas roboczego spotkania samorządowców w sprawie sytuacji w Radzie. Różnego typu podobne oferty otrzymali także inni radni miejscy, o czym poinformowali kolegów, To właśnie na tym spotkaniu Bartłomiej Woś dowiedział się o wrogich naciskach z zewnątrz.

Obecnie sytuacja w Radzie Miasta jest ustabilizowana. Radni nastawieni na współpracę - tak ze sobą, jak z burmistrzem czy innymi instytucjami - stanowią większość. Hamulcowych i dążących do zwarcia jest zaledwie kilku:, w tym Henryk Sienkiewicz (pracuje w instytucji podległej powiatowi), Stanisław Kucab (pracuje w instytucji podległej powiatowi) i Sebastian Kulesza (pracuje w instytucji podległej powiatowi).