Rolnicy mają rygorystyczne zakazy wobec sprzedawanych przez siebie wyprodukowanej żywności. Wyhodowane owoce i warzywa, jak najbardziej mogą trafiać bezpośrednio do klienta, jednak nie ma mowy o przetworach. Według przewodniczącego sejmowej komisji ds. rolnictwa, Jarosława Sachajko, stawia polskich rolników na przegranej pozycji, którzy nie mają szans na konkurowanie z wielkimi przetwórniami owoców i warzyw.

Z ruchu Kukiz’15 wypłynął projekt ustawy, w której znajduje się pozwolenie rolnikom na sprzedaż wyprodukowanej przez nich żywności. Według nowych przepisów mogliby czerpać zyski ze sprzedaży przetworów oraz mięs, bez spełnienia rygorystycznych nakazów ze strony sanepidu.

Rolnicy, których owoce pracy są w dużej mierze uzależnione od warunków pogodowych, bądź sankcji nakładanych przez inne kraje, co przyczynia się do spadku wartości produktów, niestety mają zamkniętą furtkę do zbytu zbiorów lub wyhodowanych zwierząt po lepszej cenie. Bezpośrednia sprzedaż ograniczona została wyłącznie do uprawianych owoców i warzyw. W ostatnim roku, do ich uprawnień dołączyła możliwość sprzedaży umytej marchwi. Natomiast pokrojona marchewka, jest uznana za żywność przetworzoną. Ta z kolei znajduje się na liście zakazanych produktów, jeśli chodzi o sprzedaż bezpośrednią. Ponadto w ostatniej ustawie znalazł się zapis, o możliwości sprzedaży ślimaków i dziczyzny. Niestety ustawodawcy chyba zapomnieli, iż polscy rolnicy utrzymują się głównie z innych produktów.

Według Sachajki, należy wrócić do zapisów, które umożliwiały rolnikom nie tylko wytwarzanie, ale również i przetwarzanie wyprodukowanej żywności, a następnie kierowanie jej do bezpośredniej sprzedaży. Ponadto rolnicy mogliby zająć się tym nie tylko w swoim gospodarstwie, ale również w pozostałych punktach.
Póki co nad rolnikami wiszą niezwykle rygorystyczne wymogi ze strony sanepidu. To one hamują rolników przed pójściem o krok dalej. Po prostu ich na to nie stać. Tym samym, nie mogą w żaden sposób konkurować z wielkimi koncernami, przede wszystkim zagranicznymi.

Wśród potencjalnych klientów pojawia się wątpliwość o wysokiej jakości sprzedawanych produktów. Skoro nad rolnikami nie czuwałyby w sposób rygorystyczny placówki sanitarne, w jaki sposób będzie można poznać jakość produktów. Rolnicy według projektu ustawy, mają udostępniać miejsce, w którym produkty będą wytwarzane oraz przetwarzane. Ponadto warto mieć na uwadze, że teraz żywność również produkowana jest w różnych warunkach. Natomiast klienci opierają się na rozpowszechnionemu złudzeniu, iż sanepid czuwa nad wszystkimi producentami żywności. Bezpośrednie sprawdzenie rolnika przez klienta, przyniosłoby lepsze skutki.
Dobrzy rolnicy, dbający o swoje gospodarstwa, mogący pochwalić się swoimi uprawami oraz hodowlami, z dumą będą zapraszać gości, którzy zachęceni wysoką jakością produktów, prawdopodobnie staną się ich wiernymi konsumentami. Czy to nie byłaby wspaniała wizytówka dla polskiego rolnictwa?

Ograniczenia wprowadzane na produkcję rolną, pojawiają się regularnie od około 20 lat. Wcześniej normą było kupowanie żywności bezpośrednio u rolników, i nikt nie skarżył się na kiepską jakość produktów. W Polsce ograniczenia powodują, że rolnicy muszą za niskie stawki oddawać większość produktów do skupu, podczas gdy u naszych zachodnich sąsiadów – Francji, Niemczech, czy też Austrii, sprzedaż przetworzonych owoców, warzyw, a nawet mięs, przez ich bezpośrednich producentów, jest na porządku dziennym.

Czy projekt wejdzie w życie? Niestety do tego zapowiada się długa i niepewna droga. Do tej pory znajduje się w lasce marszałkowskiej. Biuro Analiz Sejmowych względem wniesionego projektu wypowiedziało się bardzo sceptycznie, wręcz negatywnie. Według BAS, zostaną niewyrównane wymogi sanitarne wobec podmiotów biznesowych zajmujących się tą samą branżą. Blokadą są także unijne przepisy, które mają na celu zwiększenie bezpieczeństwa przy produkcji i przetwarzaniu żywności. W odpowiedzi na te zarzuty, ruch Kukiz’15 przygotował odpowiednie poprawki.