Przeszło pięć tysięcy rolników demonstrowało w piątek, 13 lipca na Placu Konstytucji w Warszawie.

W liście do premiera napisali, że żądają prawa do godnego życia, prawa do sprzedaży rodakom dobrych polskich produktów i chcą powiedzieć konsumentom, że to nie oni narzucają zawyżone ceny produktów.
- Rolników na ulice wyprowadziły dramaty jakie dotykają ich gospodarstwa - powiedział Michał Kołodziejczak, prezes Unii Warzywno-Ziemniaczanej, stowarzyszenia, które zorganizowało kolejną już pikietę rolników w stolicy.
Dodał on, że ta manifestacja pokazała, że rolnicy potrafią być razem, bez względu na to, jakie mają poglądy polityczne czy też na to co, który z nich produkuje. Łączy ich rolnictwo i wspólne problemy. I właśnie te problemy spowodowały, że wyszli na ulice.

W proteście uczestniczyli również m.in. Sadownicy RP, Federacja Rolna, Związek Plantatorów Warzyw oraz działacze „Solidarności” Rolników Indywidualnych oraz OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych.

Ponadto, do demonstracji przyłączyli się hodowcy bydła i rolnicy, których gospodarstwa ucierpiały z powodu epidemii ASF. Byli też sadownicy, producenci miękkich owoców, a także właściciele gospodarstw, które wkrótce mogą zostać przejęte przez spółki Skarbu Państwa pod budowę Centralnego portu Komunikacyjnego czy ogromnej kopalni odkrywkowej w okolicy Złoczewa w woj. łódzkim.

– Teraz największym problemem rolników jest to, że zostali pozbawieni własnego rynku zbytu. Cena jabłek w skupie to 18 - 25 groszy. Za wiśnie dostajemy 80 groszy za kilogram, a w sklepie trzeba za nie płacić 16 zł za kilogram. Powinniśmy mieć umowy kontraktowe z zakładami przetwórczymi zawierane jeszcze przed sezonem – powiedział Maciej, rolnik z Mazowsza.

– Chcemy, żeby premier zobaczył, że to nie są pokrzykiwania grupki ludzi, ale prawdziwe dramaty tysięcy polskich gospodarstw rodzinnych – mówił Kołodziejczak
Z Placu Konstytucji rolnicy ruszyli do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ale po drodze zatrzymali się przed ambasadą Stanów Zjednoczonych.


– Ameryka zalewa nas dzisiaj GMO. Robią z nas najgorsze wysypisko, robią z nas bydło. Na dodatek konfliktują nas z Rosją i pchają na Ukrainę. A Rosja była ogromnym rynkiem zbytu naszych towarów. Dlatego każdy rolnik powinien dzisiaj pokazać Amerykanom „wała” – mówił prezes Unii Warzywno-Ziemniaczanej.

Pod kancelarią premiera Michał Kołodziejczak, trzymając w rękach łeb świni powiedział: – Jeżeli odpowiednie kroki nie zostaną poczynione przez rząd, to obiecuję osobiście panu, panie premierze, że ten świński ryj trafi na pańskie biurko. Polska jest w obcych rękach, a pan premier rozkłada ręce i mówi, że nic nie może zrobić. Jeżeli polski premier pokazuje bezradność, to żaden z niego gospodarz. Ci ludzie, którzy tu dzisiaj przyszli widzą, że premier jest Piotrusiem Panem. Opowiada o elektrycznych samochodach, o wzniosłych ideałach, a prostych spraw nie potrafi załatwić. Rodzinne gospodarstwa rolne upadają – dodał Michał Kołodziejczak.
Delegacja rolników z Michałem Kołodziejczakiem udała się do Kancelarii Premiera, aby wręczyć Mateuszowi Morawieckiemu list otwarty. Wymienili w nim największe problemy polskiego rolnictwa i swoje żądania (treść listu na końcu artykułu). Naturalnie, premier nie zechciał spotkać się z rolnikami, tak samo, jak podczas poprzedniego strajku rolników. Zamiast premiera pismo odebrała osoba oddelegowana.

Szef Unii Warzywo-Ziemniaczanej zapowiedział, że rolnicy ponownie przyjdą do premiera 6 sierpnia, aby wręczyć mu pełną listę postulatów.

List otwarty do Premiera Rzeczypospolitej Polskiej

My, 1/3 polskiego społeczeństwa, produkujący na polskie stoły, na których jeszcze królują polskie mięsa, polskie owoce i polskie warzywa, dzisiaj wyszliśmy na ulicę.

Protestujemy przeciwko bezsilności państwa, od którego nie chcemy jałmużny, ale tylko spełnienia swoich podstawowych funkcji, w tym kontroli nad monopolistycznymi praktykami, których nie jesteście w stanie wykazać i nie wykażecie.

Od 30 lat to my ponosimy konsekwencje nieprzemyślanej polityki polegającej na wysprzedaniu polskiego kapitału.

Żarty się skończyły! Żądamy zmian i wprowadzimy je, skoro wy nie potraficie lub nie chcecie tego zrobić.

Mamy prawo żyć godnie, mamy prawo sprzedawać dobre polskie produkty za godziwą cenę i zdrowo żywić polskie społeczeństwo.
Mamy prawo powiedzieć konsumentom, że to nie my dyktujemy zawyżone ceny produktów.
Mamy prawo poinformować, że to nie my produkujemy ten syf, przez który chorują, a który dominuje na półkach supermarketów, bo zachodni konsument nie chce go jeść. I po to tu dzisiaj jesteśmy!

Tak Pana rząd, jak i poprzednie, wmawiacie nam, że to wolna ręka rynku. Szanujące się kraje chronią swoich producentów i konsumentów.

Panie Premierze, to nie jest jednorazowa akcja sfrustrowanej grupy społecznej. 6 sierpnia otrzyma Pan listę postulatów polskiej wsi, do której polski rząd musi się odnieść, chyba, że będziecie udawać, że nas nie ma. Jeśli tak – zobaczycie i usłyszycie nas wszędzie.

My, Polska Wieś!